„Nadzieja jest, jak cukier w herbacie – chociaż jej niewiele, osładza wszystko.”

Ponieważ pracuję po 12 godzin, więc notkę napisałam na brudno i tak… Nie miałam czasu, żeby przepisać, a i tak pozmieniało się tyle, że te notatki nie są mi do niczego potrzebne.

Może zacznę od swojego zdziwienia i zaskoczenia, kiedy zadzwoniła do mnie T. Poczułam niepokój i panikę.

Zadzwoniła między innymi po to, żeby mi powiedzieć, że jest zachwycona tym, jak piszę i o czym piszę na FejsBogu – miłe. Ostatecznie okazało się, że nie stało się nic strasznego i okazało się, była również mocno wstawiona i chciała pogadać. Gubiła wątki i znów wracała do tego samego tematu. Coś mówiła o tym, że nie chce się mieszać i żeby coś tam zostawić.

Rozumiem, że jest najbliżej z „Puniem”. Rozumiem, że się o niego martwi. Rozumiem, że chce dobrze, niemniej… To trochę tak, jak powiedział eM.: Stało się. Trzeba żyć dalej. Moment, kiedy można było o coś zawalczyć minął bezpowrotnie. Puniowi było tak dobrze. Mógł mieć podkładkę i później powiedzieć: Widzicie? Starałem się, to wszystko wina K. – nic takiego nie miało miejsca. Ja mam zupełnie inny charakter niż B. Jestem Jej kompletnym przeciwieństwem. Zawsze byłam.

Inna sprawa, że gdybym ja nie zabiegała o kontakt z Antonim, to On by się do mnie sam nigdy nie odezwał. Ten typ tak ma. Napisać do mnie napisze z okazji urodzin. Z Antonim nie rozmawiałam i nie zamierzam. Powrotu do tego, co było, nie będzie. Jeżeli ktoś nie dojrzał do bycia rodzicem, to nie powinien nim być, proste. Nic nie siłę. Cały czas noszę się, żeby do Niego napisać. Pewnie w końcu to zrobię. Byłoby miło, gdyby sam się poczuł. Nie zadzwoniłam do niego po pracy (pomimo, że obiecałam) i nie odezwałam się przez kolejne dwa tygodnie. Nie odezwał się do mnie. Idę o zakład, że nawet nie domyśla się, że coś jest nie tak. Nie spotkamy się w sierpniu, w zasadzie, to nie spotkamy się wcale.

Od wizyty Oli w Polsce, eM. coraz częściej mówi o wyjeździe z tego kraju, co mnie bardzo dziwi. Uważa również, że powrót nie będzie miał sensu, ale kto wie, co się stanie w ciągu kilku najbliższych lat i czy nie będzie trzeba uciekać, bo stanie się jeszcze bardziej niebezpiecznie albo wracać, bo będzie trzeba odbudowywać silną lewicę. A właśnie, info sprzed kilku dni: Coś się rusza, jest nadzieja! Niesamowite, że nazwisko O. tak działa. :)

Umówiłam się z P., że na Paradzie zrobi mi określone zdjęcie.

19225818_1392788117441206_8194052755179149899_n

Trochę nie wyszło tak, jak chciałam, ale ponieważ to Jego własność intelektualna, więc oznaczyłam Go w poście. Panika była ogromna, bo jak Go zobaczy E., to Go oskóruje. Kolejna, która ma na mnie alergię. Lubimy się bardzo. Świetnie dogadujemy. Zresztą z prawie każdym mam bardzo przyjacielskie stosunki. Nigdy nie wiadomo, co będzie trzeba z kim załatwiać w przyszłości. :)

W środę potrzebowałam wolne na wieczór. Wiadomo, jak wygląda taka opcja: Człowiek bardzo często dowiaduje się na tydzień wcześniej, że jest jakieś wydarzenie i dupa zbita, bo grafik ustalony na cały miesiąc. Bywa zabawnie. 15 lecie KP – interesująca debata o przyszłości lewicy. Można się dowiedzieć ciekawych rzeczy i tego, kto co uważa.

Wielu politycznych znajomych. A. się uśmiechnął na Nasz widok i powiedział: To teraz już musimy wziąć z B. ślub. Rezerwacja biletów z moim Małżonkiem, to mordęga. Nie zna się, nie rozumie zasad działania, a wykłóca się ze mną o wszystko. Na szczęście to już daleko za mną. Lecimy razem z Mamą A. – nie omieszkał Nam również zrobić zdjęcia, żeby Nas poznała. Podobno hotel w którym się wszyscy zatrzymujemy jest niedaleko USC. eM. cały czas się nabija, że będę wyć. Ano będę. Na samą myśl czuję się wzruszona. :)
A. ma nadzieję, że jak zgodzi się na obrączki na lewym palcu, to B. ustąpi i nie założy kostiumu postaci ze Star Trek’a, czy jakoś tak. Będzie zabawnie.

A. oczywiście zbzikował. Męczy mnie to z lekka, a z drugiej strony serio czuję, że mi Go brakuje. Ostatnio określił mnie, jako „marchewkę na kiju” i cały czas powtarza mi, że doskonale wiedział na co się godzi i że już dawno się z tym pogodził – kontakt ze mną Mu szkodzi. Jak zawsze.

Z R. umówiłam się w pierwszej połowie sierpnia na wizytę u Pana A. To śmieszne, że… A może właśnie tak ma być? Może o tym właśnie mówił mi eM., kiedy powtarzał, że R. w końcu się znudzi bycie tylko moim przyjacielem? Ale… Sama nie wiem.

A. znów jest w więzieniu. Jego dziewczyna coś mówiła, że grozi Mu do 15 lat pozbawienia wolności. Podobno coś tam zwinął. Ale za kradzież 15 lat? Dziwne. Koniec końców dogadał się prokuratorem i skończy się na 4 latach.

W poniedziałek B. zwróciła mi uwagę na to, że Mama Emilii napisała jakiś post na Jej tablicy, że to już 6 lat, jak Jej nie ma z Nami. I… Dowiedziałam się od S., że 6 lat temu Emilka straciła przytomność w wannie i się utopiła. Nie wiadomo dlaczego, ale lekarze podejrzewali, że druga nerka przestała pracować i że najprawdopodobniej organizm zaczął wydzielać toksyny, a gorąca woda, tylko przyspieszyła proces. Emilka zawsze pozostanie dla mnie Zadziorną Emiłką – tak Ją zapamiętam. :)

W S. cyrk. K. pociesza się tym, że wszyscy już wiedzą, że ta bladzia jest pierdolnięta. Też mi pocieszenie. :)

Z Sz. wreszcie się umówiłam na kawę.